Andrzej Wajda Honorowym Obywatelem Gdańska

Grono Honorowych Gdańszczan powiększa Andrzej Wajda, jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów! Uchwałę w tej sprawie podejmie na najbliższej sesji 28 stycznia Rada Miasta Gdańska. O związkach reżysera z Gdańskiem i wspomnieniach związanych z polskim morzem rozmawia Kamila Grzenkowska z www.gdansk.pl.
 
Nagród i wyróżnień przez lata otrzymał Pan mnóstwo. Czy przyznanie tytułu Honorowego Obywatela Gdańska zaskoczyło Pana?
 
– Dla mnie jest to szczególnie wielkie wyróżnienie. Gdańsk był w moim długim życiu zawsze obecny. Jeszcze w początkach wolności Polski przyjeżdżaliśmy tu z takim dziwnym uczuciem, jakbyśmy jechali do innego kraju, do "jakiejś" wolności. Kiedy stawaliśmy na plaży, morze przed nami wydawało nam się wówczas pewnym łącznikiem ze światem. W najgorszych latach, które przeżyłem w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, czyli w latach 50., i potem w szkole filmowej, wakacje były tym momentem, kiedy można było wyrwać się nad morze. To była dla mnie chwila oddechu. Poza tym, na plaży w Sopocie zapadła moja najważniejsza życiowa decyzja – po trzech latach nauki pożegnałem się z ASP i rozpocząłem studia w Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Pamiętam, że wtedy stałem i patrzyłem na morze, myśląc, że jeszcze jakaś przyszłość się przede mną otwiera.
 
W roku 1980 też był Pan w Gdańsku...
 
– Po raz pierwszy uczestniczyłem wtedy w wydarzeniach, które miały miejsce w stoczni. Brałem udział w obradach komisji solidarnościowej i tam właśnie jeden ze stoczniowców powiedział do mnie: "Panie Andrzeju, niech pan zrobi film o nas". Zapytałem: "Jaki chcecie, żebym zrobił film o was?", a on odpowiedział: "niech pan zrobi człowieka z żelaza". Myślę, że ten film, który rozprzestrzenił się po świecie, dobrze niósł imię Solidarności, Lecha Wałęsy i tego, co się w Gdańsku wydarzyło. A Złota Palma [nagroda filmowa przyznana na festiwalu w Cannes w 1981 r. – przyp. red.]  dla tego filmu była, w moim przekonaniu, nagrodą dla Solidarności, którą wtedy wszyscy wspieraliśmy, wszystkimi naszymi siłami.
 
Dziś żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju. Czy obecnie towarzyszą Panu jakieś szczególne odczucia, kiedy przyjeżdża Pan nad Motławę?
 
– Mój powrót do Gdańska jest zawsze ogromnie intrygujący i zobowiązujący. Dlatego to wyróżnienie, Honorowe Obywatelstwo Gdańska, będzie dla mnie jednym z najważniejszych, jakie otrzymałem w życiu. Ogromnie się z niego cieszę. Jestem też szczęśliwy, że prezydent Paweł Adamowicz jest tym, który będzie wręczał mi to niezwykłe wyróżnienie. Jego działalność w Gdańsku pilnie obserwuję i akceptuję.
 
Często Pan tu bywa?
 
– Przyjeżdżam na najrozmaitsze wydarzenia, które mnie łączą z Gdańskiem. Ostatnio byłem w Europejskim Centrum Solidarności, gdzie pokazano moje fotografie z filmowego tryptyku: "Człowiek z marmuru", "Człowiek z żelaza" i "Człowiek z nadziei".
 
W tym roku skończy Pan 90 lat, a  nieustannej aktywności, także zawodowej, można Panu pozazdrościć. Czy zastanawiał się Pan w ogóle nad przejściem na emeryturę?
 
– Pracuję, bo to najzdrowsze co człowiek może robić [śmiech]. Dla mnie to ważne, że nadal zajmuję się wszystkim, zajmuję się innymi, mam kontakt ze światem, z rzeczywistością i uczestniczę wciąż w czymś. Nie wyobrażam sobie po tak długim, aktywnym życiu, żebym miał nagle zasiąść w domu i głaskać koty czy psy, choć bardzo to lubię. Trudno, żeby wystarczało to na cały dzień.
 
Chcesz być na bieząco z informacjami ze świata historii? Jesteśmy na facebooku polnocnej.tv. Szukaj nas na Twitterze oraz wyślij nam maila.
/fot. Jerzy Pinklas 
 

 

Tagi: