
9 grudnia 1945 r., w okolicy Heidelbergu, doszło do kolizji drogowej, w trakcie której dotkliwe obrażenia odniósł gen. George Patton, jeden z najbardziej śmiałych dowódców alianckich II wojny światowej.
Według relacji świadków zdarzenia jedna z wojskowych ciężarówek zjechała ze swojego pasa ruchu, a następnie zderzyła się ze służbowym autem amerykańskiego generała. Kierowca ciężarówki miał wówczas znajdować się pod wpływem alkoholu.
W konsekwencji tego wypadku amerykański dowódca przeleżał kolejne kilka tygodni ze strzaskanymi kręgami i uszkodzonym rdzeniem kręgowym, a następnie zmarł 21 grudnia 1945 r.
Zdaniem części historyków niewykluczone, że kolizja, która kosztowała Pattona życie, w rzeczywistości była zakamuflowaną akcją sowieckich służb specjalnych. Nieprzypadkowo, jako że Patton kilkukrotnie wprost dawał do zrozumienia, że sankcjonowanie porozumień zawartych przez liderów państw anglosaskich z sowieckim dyktatorem Józefem Stalinem było błędem.
Już tylko wkroczenie dowodzonej przezeń 3. Armii Amerykańskiej na obszar uznanej za sowiecką strefę wpływów Czechosłowacji uznana została za afront wobec Moskwy. On sam, w licznych rozmowach, dawał do zrozumienia, że po pokonaniu Niemców wojna powinna być kontynuowana, tym razem przeciwko Sowietom.
Uwzględniając okoliczność, że w opinii tej nie był on odosobniony (według historyka Antony’ego Beevora wśród zwolenników tej koncepcji był także Winston Churchill) sowiecki dyktator zasadnie odczuwać mógł niepokój o ewentualną utratę wpływów m.in. w Polsce. Ta bowiem, w efekcie bezpośredniej konfrontacji państw anglosaskich ze Związkiem Sowieckim, najprawdopodobniej znalazłyby się po zachodniej stronie tzw. żelaznej kurtyny.
Przemysław Mazur
Tekst powstał we współpracy z Instytutem Strat Wojennych.
