
Gdy 19 kwietnia 1943 r. Niemcy przystępowali do likwidacji getta warszawskiego, nie przypuszczali, że ta z pozoru nieskomplikowana operacja znacząco się przedłuży… Ku ich bowiem zaskoczeniu, zamiast bezstresowego spacerku oraz standardowej poniewierania wygłodzonych i apatycznych mieszkańców getta, powitał ich huk wystrzałów.
Bojownicy z Żydowskiego Związku Wojskowego (a na mniejszą skalę także z Żydowskiej Organizacji Wojskowej) nie zamierzali dawać swoim oprawcom satysfakcji. Dlatego wybrali śmierć z bronią w ręku, a narastający świst kul był dla Niemców niechybnym zwiastunem, że przed nimi bardzo trudny czas. Czas wyzwania, którego jeszcze chwilę wcześniej nie spodziewali się nawet w najśmielszych wyobrażeniach.
Zdumienia nie krył również oddelegowany do tego zadania Gruppenfürher Jürgen Stropp. Dał on temu wyraz kilka lat później, gdy w dla zabicia czasu w oczekiwaniu na jedyny słuszny wyrok, dzielił się swoimi wspomnieniami z współwięźniem, Kazimierzem Moczarskiem (jak na ironię przedstawicielem polskiej konspiracji niepodległościowej). Z osobliwym jak na wyznawcę teorii rasowych podziwem wspominał „(…) Żydów zwinnych jak pantery”, a w głosach swoich podkomendnych narastający lęk przed zdeterminowanymi, gotowymi na wszystko, bojownikami.
Nie przejawiali oni bowiem żadnej innej nadziei, jak tylko tę, by przed śmiercią ujrzeć strach w oczach swoich oprawców. „Nie idźcie bezwolnie na śmierć!” - jak nawoływał autor odezwy jednej z aktywnych w getcie organizacji bojowych - „Brońcie się! Weźcie topór, łom, nóż do ręki (…)”. „Jeżeli przetrwać - to tylko jako wolni ludzie, a jeżeli to niemożliwe, to jako wolni ludzie zginąć. W walce zwyciężymy śmierć!”.
Uzbrojeni w uzyskaną od polskich konspiratorów broń osobistą oraz improwizowane środki obrony nie mieli jednak szans na zwieńczony powodzeniem opór. Przewaga ich przeciwników w ludziach i sprzęcie była miażdżąca. Stąd celnie ciskane butelki z benzyną oraz wymyślny system podziemnych schronów (którym Stropp wręcz się ekscytował) mogły co najwyżej opóźnić nieuniknione… Bezwzględny ostrzał artyleryjski, kwartał po kwartale, obracał niegdyś tętniące życiem największe skupisko Żydów na świecie, w stertę wypalonych zgliszczy… Była to zresztą przerażająca zapowiedź barbarzyńskiego procederu, który już kilkanaście miesięcy później pochłonąć miał niemal całą Warszawę…
Upiorną konkluzją zbrodni dokonanej na mieszkańcach getta (łącznie ok. 60 tysięcy zamordowanych i wywiezionych do niemieckich „fabryk” śmierci) okazało się wysadzenie jej duchowego centrum. Wzniesiona znacznymi nakładami Wielka Synagoga przy placu Tłomackie 7 (bo o tym budynku mowa) stanowiła dumę żydowskiej społeczności Warszawy i równocześnie wysokiej klasy obiekt architektoniczny. Zachwycała nie tylko regularnie odwiedzających ją wyznawców wyznania mojżeszowego, ale też wszystkie osoby wrażliwe na architektoniczne wyrafinowanie.
- Ależ to był piękny widok! – jak stwierdzić miał wspominany likwidator warszawskiego getta. Jürgen Stropp sobie bowiem zawarował uruchomienie ładunków wybuchowych, którymi niemieccy saperzy, w pocie czoła i z typową dla nich gorliwością, zaminowali zabytkowy gmach. Zadowolony z siebie zbrodniarz, z nieskrywaną perwersją przedłużał chwilę oczekiwania na moment określony przezeń mianem „(…) pięknej klamry oficjalnego zamknięcia Wielkiej Akcji”.
- Wreszcie krzyknąłem: Heil Hitler! – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Bajeczna feeria kolorów. Niezapomniana alegoria triumfu nad żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot. Bo tak chciał Adolf Hitler i Heinrich Himmler.
Pomimo wstępnych deklaracji ze strony powojennych włodarzy Warszawy zniszczona 15 maja 1943 r. Wielka Synagoga nie została odbudowana. W rozgrabionej i zdewastowanej Polsce zabrakło na to środków, a także społeczności, dla której ten wyjątkowy obiekt stanowił centralny punkt zamieszkiwanej przez nią przestrzeni. Stąd zdruzgotane eksplozją pozostałości Wielkiej Synagogi usunięto w trakcie prac przy odbudowie polskiej stolicy.
Wypowiedzi Jürgena Stroppa pochodzą z reportażu autorstwa Kazimierza Moczarskiego pt. „Rozmowy z katem”.
Pzremysław Mazur
Tekst powstał na we współpracy z Instytutem Strat Wojennych.
